W pierwszy sierpniowy weekend na warsztatach aktorskich w Teatrze Żelaznym w Katowicach, udział w których zaliczam do bardzo pouczających trenersko (zresztą między innymi po to tam poszłam), dowiedziałam się, że kluczowym aktorsko pytaniem jest: PO CO?
Nie DLACZEGO?, Nie JAK? Tylko właśnie bezwstydnie proste: PO CO?
PO CO moja postać rozkłada ręce?
Moja monologowa Barbie ze zdjęcia rozkłada ręce, aby pokazać bezsilność, postawić akcent na: „Tego się nie da! Nie da rady być kobietą!”.
Choć w pierwszej próbie była bardziej statyczna, skupiona na tym, co ma powiedzieć, w drugiej – oddała się znaczeniu, sięgnęła po swoje emocje, wykorzystała wewnętrzne motywatory i mamy efekt: ręce rozkładają się, a wraz z tym ruchem uruchamia się cały konglomerat PO CO?.
Jest więc wewnętrzne pytanie PO CO?
- o intencji,
- o potrzebnie,
- o tym, co leży u podstaw,
- o korzeniach,
- o źródle.
I aż zabawne, jakże inne towarzyszą temu aktorskiemu PO CO? skojarzenia, w porównaniu z PO CO? nastolatka proszonego o pościelenie łóżka (bo tam wyraźnie wewnętrznej motywacji nie ma).
I widzę, że to działa tak: Jak się wypuszczam na kreatywne wody, wchodzę w proces nieoceniająco, traktuję aktorską / trenerską wprawkę bez spiny – ruch i stojąca za nim intencja (stojące za nim pytanie: PO CO?) „przychodzą” same. Opuszczają swoje wewnętrzne domy godnie, wyłażą z zakamarków wstydliwie albo/i stawiają się na wezwanie zwarte i gotowe.
Pracuję właśnie nad nowymi warsztatami, w nowej formule, w nowym miejscu, i pewnie dlatego tak idealnie „siadło mi” to aktorskie zadanie i pytanie: PO CO?
Bo robiąc swoje, przecież stale się pytam:
- Co chce zrobić?
- PO CO chce to zrobić?
- Jak zamierzam to zrobić?
A, że tym razem odpowiedzi przychodzą do mnie lekko, to czuję, że PO CO mam w sobie, że pracuję nad czymś, co stoi w zgodzie z moimi wartościami, potrzebami, chęciami i dzięki temu finalny produkt (otwarte warsztaty) ma szansę być autentyczny i zapraszający.
Na zdjęciu ja na deskach Teatru Żelaznego podczas warsztatów aktorskich dla dorosłych.
