Robię sobie co roku mapę marzeń. Zaczęłam kilka lata temu niewinnie – od małej kartki papieru i kilku zdań napisanych kolorowymi flamastrami. Potem była pierwsza wyklejanka, na której moje pomysły na nowy rok dostały „twarze“ z kolorowych gazet. Był też rok z mapą na Pinterest (w tej było dużo złotego!). Zeszłoroczna mapa była analogowa i miała (ma!) rozmiar sporego obrazu. Tegoroczna mapa się tworzy.
Robię sobie te mapy, żeby sprawdzić, czego chcę dla siebie w danym roku, co chciałabym robić, gdzie bywać, jak się czuć, czego mi potrzeba, co mi w duszy, w głowie i w sercu gra, w co chciałabym inwestować swoją energię. Czy wiem to wszystko zanim jeszcze zasiądę do tworzenia mapy? Często nie. To sam proces tworzenia mapy marzeń, czyli myślenia o konkretnych obszarach mojego życia, zadawania sobie pytań, oglądania gazet i znajdowania w nich obrazków, które „mnie wołają“, przybliża mnie do znajdowania odpowiedzi.
Więc, gdy z kolorowych gazetek do tegorocznej mapy wycięłam Rocky’ego Balboa – filmowego boksera biegnącego w charakterystycznym szarym dresie, a wkrótce po nim – Kung Fu Pandę, czyli animowaną postać, której marzeniem jest opanowanie sztuki walki, od razu wiedziałam, że to jest o WYTRWAŁOŚCI i REZYLIENCJI.
Wg Dugha Stycharczyka, to właśnie rezyliencja (czyli upraszczając: umiejętność podnoszenia się po niepowodzeniach) pomaga nam funkcjonować w zmieniającym się świecie i lepiej radzić sobie z codziennymi problemami (i presją) w życiu osobistym i zawodowym. Mamy oczywiście, swoje naturalne predyspozycje – mniejszą lub większą elastyczność i odporność na zmiany i przeciwności. Jest jednak całkiem sporo rzeczy, nad którymi możemy popracować. Mówiąc prościej, rezyliencji można się nauczyć.
Co więc mamy robić?
Budować pozytywne nastawienie, czyli w trudnościach i przeciwnościach, które – bądźmy szczerzy – pojawiają się praktycznie codziennie, poszukiwać możliwości do nauki, a nawet wyzwań.
Wzmacniać pewność siebie, wierzyć we własne umiejętności i budować swoją samoświadomość, czyli wiedzieć na przykład, co jest moją mocną stroną.
Wyznaczać sobie realistyczne cele, czyli takie nie za duże, nie za małe, ale przede wszystkim możliwe do wykonania biorąc pod uwagę naszą aktualną sytuację, zasoby, możliwości. Ja to sobie nazywam: jeść słonia po kawałku.
Koncentrować się na tym, na co mamy wpływ, a więc skupiać się na naszych działaniach i naszym nastawieniu do wydarzeń, a nie na tym, jak zareaguje otoczenie. Chodzi więc, o poczucie wpływu na swoje życie oraz zdolności do – nie lubię tego słowa, ale jakoś nie mam lepszego – zarządzania emocjami.
Robić swoje, czyli sumiennie i z zaangażowaniem, pomimo różnych pojawiających się wątpliwości i trudności, realizować swoje plany.
Spacerować, ćwiczyć, medytować, praktykować uważność i stosować inne techniki redukujące stres, bo zestresowani tracimy realistyczny ogląd sytuacji, a czasem nawet zamrażamy się zamiast działać.
Czy to jest łatwe? NIE!
Do każdego z puntów można by z powodzeniem dopisać listę trudności wspieranych czasem naszymi przekonaniami czy schematycznymi zachowaniami. Pomyślałam sobie, jednak, że mamy przecież CAŁY ROK. Możemy więc brać te rady i po kawałku, pomalutku wciągać je do naszej codzienności. Obietnicą, która stoi za – niech będzie językiem projektów – wdrożeniem tych wytycznych, jest nieco lżejsze życie. A więc może warto?
W nowym roku polecam do przeczytania „Odporność psychiczna. Strategie i narzędzia rozwoju„ autorstwa Douga Strycharczyka i Petera Clougha.
Zachęcam też do udziału w moich warsztatach, podczas których tworzymy mapy marzeń, albo chociaż do wycięcia sobie z gazety pandy albo boksera 😉
