Jestę ImproLudziem

czyli jak improwizacja teatralna pomaga w pracy trenerskiej

Ponoć każdy trafia w życiu na takie wyzwania, które są mu potrzebne najbardziej. Jeśli tak faktycznie jest, to moje doświadczenie impro jest totalnie o pracy trenerskiej.

Dla tych, którzy nie wiedzą co to IMPRO powiedziałabym, że to teatralna zabawa w nieznane – granie scenek bez scenariusza na tematy tyleż abstrakcyjne (olimpijskie wszy), co zwyczajne (bochenek i piekarz), ćwiczenia na uważność (gra: tylko pytania) i bystrość umysłu (gra: alfabet), zabawa.
Impro jest też w dużej mierze o doświadczaniu braku kontroli, bezplanu albo wręcz nieTwojegoPlanu, bo wychodząc na scenę tworzysz coś z niczego, lepisz scenę z tego, co ty i twój improPartner ma akurat w głowie (a co nam siedzi w głowach to jest już na zupełnie inną opowieść!).
Jest, więc impro szansą na przygotowanie się na to, co nieznane – na szkoleniach „nieznane” to nieprzetestowane ćwiczenia, nowa grupa szkoleniowa, nowy klient, a nawet nowa sala.
Pozwala też zobaczyć siebie w działaniu:

  • Czy pozostaje otwarta na to, co daje partner (uczestnicy, klient, miejsce)?
  • Czy jestem uważna (słyszę i widzę potrzeby)?
  • Czy szukam rozwiązań tam, gdzie pojawiają się wątpliwości?
  • Czy mam z tego procesu przyjemność?

Impro uczy też nazywania – rzeczy, ludzi, miejsc, w którym rozgrywa się dana scena. Bez platformy nic w impro nie zagrasz, bo nikt się nie domyśli kim jesteś, gdzie jesteś, jak się czujesz, jaką masz do załatwienia sprawę, co Cię łączy z drugą osobą na scenie. Jasne! Proste zależności widzimy od razu – tak też jest na sali szkoleniowej, aby jednak „być w czymś dogłębnie” potrzebujemy powiedzieć (nazwać) co nam w duszy gra.
W pracy trenerskiej nazywanie ma nieprawdopodobną moc – nie pozwala zbagatelizować tego, co dzieje się na sali. Nieprecyzyjne polecania, zignorowanie zmęczenia czy oporu grupy potrafi rozwalić szkolenie. Ujawnienie, bo tym według mnie jest nazywanie, uwalnia zarówno grupę, jak i trenera z sytuacji „bez wyjścia”, pozwala szukać rozwiązań i iść dalej z procesem.
Impro uczy też bycia sobą na scenie, bo choć gramy ciecia, zadłużonego bogacza czy hienę, i „nacieramy się” tymi postaciami, to ostatecznie to ciągle JA – mój głos, wygląd, ruchy dają tym postaciom życie. Tak też widzę swoją rolę na sali szkoleniowej. Wkładam siebie w proces, w ćwiczenia, w przykłady i – co według mnie najcenniejsze – swoją autentycznością pozwalam innym na bycie sobą.
Róbcie IMPRO!

Na zdjęciu scena w Katofonii i kawałek występu kończącego trzeci poziom improwizacji w Impro Silesia.

Na białym skuterze siedzie dziewczyna w białym kasku. W tle ściana budynku z cegły. Na niej napis: Bezpieczeństwo przede wszystkim

Bène Joanna Laskowska

Zabrze, Polska
NIP 6462681167

 

joanna@beneszkolenia.pl
+48 661913887